Obrońcy wrześniowego nieba

Obrońcy wrześniowego nieba

Wiele słyszy się o wyczynach naszych lotników nad Anglią i o Hurricainach na których latali. Nie wiele zaś się mówi o maszynach na których bronili oni Polski podczas kampanii wrześniowej, a przecież II Rzeczpospolita była znana w dwudziestoleciu między wojennym z eksportu samolotów. Dziś postaramy się przybliżyć wam sylwetki maszynach sił powietrznych IIRP.

 PZL P7 i P11 – główni strażnicy Polskiego nieba

Debiutujący w 1930 roku PZL P.7 był drugim co do ilości myśliwcem z biało-czerwoną szachownicą na wrześniowym niebie. W swoim czasie była to jedna z najnowocześniejszych konstrukcji na świecie, wzorowali się na niej między innymi Francuzi projektując swoje Loire 43. Samoloty te miały charakterystyczny układ skrzydła nazywany płatem Puławskiego który miał zapewnić jak najlepszą widoczność pilotowi. W wyposażeniu naszych eskadr królował jego następca – P.11 zwany potocznie „jedenastkom” bądź „Puławczakiem”. Mimo iż na początku lat 30 XX wieku samoloty te stanowiły światową czołówkę dużo gorzej wypadają w porównaniu z dolnopłatami z chowanym podwoziem z końcówki lat 30, takimi jak niemieckie BF 109 czy brytyjskie Hurricainy. Dużo większe szanse na podjęcie równej walki z tego typu maszynami miała finalna wersja konstrukcji Puławskiego – PZL P.24 – jednak tego typu maszyny były produkowane wyłącznie na eksport. Swojej skuteczności udowodniły w 1941 roku, gdy Greckie egzemplarze P.24 odnosiły sukcesy w walkach z Włoskim najeźdźcą. Przed wojną podjęto prace nad nowoczesnym myśliwcem – dolnopłatem PZL 50 Jastrząb, jednak do wybuchu wojny zdążono wyprodukować 1 egzemplarz. W kampanii wrześniowej łącznie wzięło udział ok 220 naszych myśliwców które zmierzyły się z ok 600 maszynami Luftwaffe.

PZL 37 Łoś

Mimo iż Polska nie dysponowała nowoczesnymi myśliwcami, nie oznacza to że nie mieliśmy nowoczesnych maszyn. Najnowocześniejszymi samolotami IIRP były Łosie. Dwu silnikowy bombowiec z chowanym podwoziem w niczym nie ustępował swoim niemieckim odpowiednikom, w niczym poza liczebnością, gdyż wróg wystawił do boju ponad 1300 maszyn tego typu, natomiast w walkach wzięło udział 36 Łosi.

PZL 23 Karaś

Gdy słyszymy o samolotach liniowych na myśl przychodzą nam samoloty rejsowe którymi, po zakupie biletu, możemy dostać się z jednego miasta do drugiego. W okresie 20lecia między wojennego termin ten był jednak zarezerwowany dla samolotów wielozadaniowych mających bezpośrednio wspierać wysiłek piechoty na linii frontu. Taką konstrukcją był PZL 23 Karaś. Była to z jednej strony nowoczesna konstrukcja z kilkoma nowinkami technicznymi, w której z drugiej strony jedynym sposobem komunikacji między trzyosobową załogą była przesuwana na linkach torebka z pisemnymi rozkazami. Karasie dzielnie wykonywały powierzone im zadania dokonując nalotów czy lotów zwiadowczych – często bez eskorty. W trakcie działań wojennych wykorzystano również wersje eksportową Karasia – 6 sztuk samolotu PZL 43 Czajka z szykowanego przed wojną zamówienia dla Bułgarii – maszyny te zostały rozpakowane z kontenerów i złożone przez pracowników lotniska by uzupełnić straty w rodzimych jednostkach. Wykorzystanie maszyn  w Bułgarskim malowaniu doprowadziło do drobnego incydentu dyplomatycznego gdyż III Rzesza oskarżyła Bułgarię o pomoc Polsce i udział w walkach przeciwko Niemcom.

Walki nad Polskim niebem w 1939 roku były zawzięte, lecz z góry przesądzone. III Rzesza dysponowała dużo większą ilością samolotów i garstka Polskich maszyn nie była w stanie powstrzymać Niemieckiej nawałnicy. Po 3 września z portów Wielkiej Brytanii i Francji wypłynęły statki na których okładach był materiał wojenny mający wspomóc nasz kraj – między innymi Hurricaney i Spitfirey ale transporty te zostały zawrócone gdy stało się jasne że nie zdążą one dotrzeć przed upadkiem IIRP.